Dzień dobry w poniedziałek… i witaj, październiku! 🍂
To pierwszy październikowy wpis na blogu, więc nie mogło być inaczej. Dzisiaj zabieram Was na mój poniedziałkowy spacer po ogrodzie, ale będzie to spacer trochę inny niż zwykle. Bardziej przyrodniczy, bardziej leśny, bardziej o tym, co dzieje się wokół nas, kiedy rano wychodzimy z domu i natura po prostu robi swoje.
A ostatnio robi to naprawdę spektakularnie.
Poranne mgły.
Jeżeli mieszkacie w lesie albo często po nim spacerujecie, doskonale wiecie, o czym mówię. Gęsta, mleczna mgła, która rano otula drzewa, polany i ogród. Wszystko nagle wygląda inaczej. Ciszej. Tajemniczo. Trochę bajkowo.
Nazywajcie sobie tę aurę, jak chcecie. Jeśli ktoś czuje ten klimat, będzie dokładnie wiedział, o czym piszę.
Mieszkam w lesie już około dwudziestu lat i mam wrażenie, że z każdym rokiem coraz bardziej mnie to porusza.
I właśnie takie poranki są dla mnie jedną z najpiękniejszych rzeczy w mieszkaniu w lesie.
W mieście mgła jest raczej rzadkością. Na wsi też wygląda zupełnie inaczej. A tutaj, między drzewami, szczególnie o poranku… naprawdę można się zatrzymać i patrzeć.
I chyba właśnie dlatego coraz bardziej zmienia się też mój ogród.
Nie zależy mi już wyłącznie na tym, żeby kwitł od wiosny do lata. Coraz większą uwagę zwracam na rośliny, które mają coś do pokazania również jesienią i zimą. Na drzewa i krzewy, które przebarwiają liście, mają piękne owoce, ciekawą korę czy pokrój.
Jesień jest przecież czymś znacznie więcej niż tylko końcem sezonu.
To druga wiosna. Tylko w innych kolorach.
Dlatego w moim ogrodzie pojawia się coraz więcej roślin, które jesienią potrafią zrobić prawdziwe widowisko. Derenie, pęcherznice i inne drzewa oraz krzewy, które oprócz pięknych przebarwień potrafią jeszcze długo utrzymywać swoje owoce. Nie wszystkie są oczywiście jadalne dla nas, ale dla ptaków i innych mieszkańców ogrodu stanowią zimową stołówkę.
I właśnie takie rośliny coraz bardziej mnie zachwycają.
Bo ogród nie musi kończyć się we wrześniu.
A w tym roku październik jest dla mnie wyjątkowo łaskawy
To chyba pierwszy od wielu lat początek października, kiedy nie muszę jeszcze żegnać się z daliami. W naszych stronach przymrozki potrafiły przyjść już na przełomie września i października, a ja dawno miałam ścięte kwiaty i zaczynałam myśleć o wykopywaniu karp.
A w tym roku?
Dalie wciąż kwitną. ❤️
I ogromnie mnie to cieszy, bo bardzo kocham bukiety z dali. Jeszcze trochę się nimi nacieszę, jeszcze trochę pościnać chcę na kwiaty do domu, a z wykopywaniem absolutnie się nie spieszę.
Tym bardziej że miejsce, w którym do tej pory przechowywałam karpy, jest już zajęte. Remonty, remonty… i nagle człowiek zaczyna się zastanawiać, gdzie właściwie upchnąć wszystkie swoje roślinne skarby. 😄
Mam też hortensje ogrodowe posadzone w dużych wiadrach, więc na razie czekamy i obserwujemy. Natura sama pokaże nam, kiedy przyjdzie odpowiedni moment.
Niestety nie wszystkie dalie w tym roku pokazały, na co je stać. Nie był to dla nich idealny sezon. Pogoda była różna, deszczu niby trochę było, ale ogólnie nie można powiedzieć, żeby rośliny miały łatwo.
A teraz jest po prostu bardzo sucho.
Ostatni naprawdę solidny deszcz mieliśmy jakieś dwa tygodnie temu. Później przyszedł wiatr i zrobił swoje. Woda szybko zniknęła, a ziemia znowu jest sucha. Od czasu do czasu chodzę więc z konewką i podlewam te rośliny, które najbardziej tego potrzebują.
Jeszcze tyle koloru w ogrodzie
W ogrodzie nadal sporo kwitnie.
Dalie, aksamitki, nasturcje, cynie… Choć doskonale wiem, które z nich pierwsze skapitulują przy przymrozku. Aksamitki są u mnie wyjątkowo dzielne i często wygrywają z cyniami.
Bardziej odporne są astry, marcinki i chryzantemy. To właśnie one potrafią jeszcze długo trzymać kolor, kiedy wiele innych roślin już dawno kończy swój sezon.
Czekam też z niecierpliwością na białą odmianę, która w tym roku wyjątkowo się ociąga z kwitnieniem. Mam nadzieję, że jeszcze zdąży. Byłoby to takie moje małe, białe zamknięcie sezonu.
Pięknie przebarwiają się teraz również hortensje bukietowe. Z zieleni przechodzą w mocne róże, a obok nich swoje robią rozchodniki i żurawki.
No i oczywiście trawy.
Ten rok również nie był dla nich idealny, ale zdecydowanie więcej z nich kwitnie niż w ubiegłym sezonie. A kiedy rano osiądzie na nich rosa, wystarczy kilka promieni słońca i ogród zaczyna wyglądać jak z innego świata.
Do tego pajęczyny.
Krople rosy.
Kolory.
Mgła.
I to cudowne, jesienne światło.
Właśnie takie chwile warto fotografować.
Nie trzeba szukać wielkich atrakcji. Czasami wystarczy wyjść rano przed dom.
Ale ogród powoli trzeba też zacząć przygotowywać do zimy
Jeżeli jesteście ze mną dłużej i co tydzień towarzyszycie mi podczas spacerów po ogrodzie, to wiecie, że zawsze powtarzam jedno: w naszych stronach przymrozki potrafą przyjść naprawdę szybko.
W Wielkopolsce przymrozki często pojawiały się już wcześniej, a pogoda robiła się taka, że człowiekowi zwyczajnie nie chciało się wychodzić do ogrodu.
Dlatego staram się do końca października ogarnąć najważniejsze rzeczy i powoli zamknąć sezon.
Całkowity koniec sezonu ogrodowego jest u mnie wtedy, kiedy wysadzę czosnek jadalny. Wtedy naprawdę mogę powiedzieć: koniec.
Ale zanim do tego dojdzie, jeszcze trochę pracy przede mną.
Na najbliższe dni planuję przede wszystkim powolne porządki na rabatach i wysadzanie cebul, które już do mnie przyszły — tulipanów i czosnków ozdobnych.
Z narcyzami w tym roku chyba sobie odpuszczę… chociaż zobaczymy. 😄
W końcu kupujemy oczami i czasami wystarczy zobaczyć piękną cebulę, żeby cała wcześniejsza decyzja przestała mieć znaczenie.
Muszę też na bieżąco sprzątać spadające mirabelki.
A tych jest już naprawdę sporo.
Był już taki moment w sierpniu, kiedy spadały, a teraz zaczęła się kolejna fala. I wiem doskonale, że nie skończy się na jednej czy dwóch taczkach.
Lepiej zbierać je systematycznie, niż pozwolić, żeby wszystko spadło naraz. Bo później pod drzewami robi się po prostu miazga kompotowa. 😄
A roznoszenie tych śliwek pod butami po całym domu? Tego zdecydowanie nie potrzebuję.
Kosiarka niestety nie daje rady wszystkiego wciągnąć, więc pozostają grabie i regularne sprzątanie.
Warzywniak też jeszcze pracuje
Pomalutku zaczniemy kolejną turę zbiorów pomidorów.
W szklarni wciąż mam ogórki — te długie, kanapkowe, które naprawdę dzielnie się trzymają i nadal owocują.
Może zdążą jeszcze dojrzeć jakieś fasolki… chociaż tutaj chyba już nie będę zbytnią optymistką. 😉
Wciąż zbieramy maliny, a niedługo kolejny zbiór cukinii i kabaczków.
Marchew już wykopaliśmy.
Na wykopki czeka jeszcze cebula, o której totalnie zapomniałam. I właśnie tak czasami wygląda moje ogrodnictwo. Człowiek ma tyle rzeczy na głowie, że nagle przypomina sobie: ojej, przecież ja mam jeszcze cebulę w ziemi! 😂
Tak więc warzywniak również będziemy powoli ogarniać.
Bo czas ucieka.
Nie róbmy wszystkiego naraz
I tutaj chciałabym Wam coś przypomnieć.
Nie lubię pracować w ogrodzie, kiedy jest naprawdę zimno. Najlepiej pracuje mi się wtedy, kiedy jest ciepło, ale nie za gorąco. Kiedy świeci słońce, jest przyjemnie i można spokojnie zrobić swoje.
Po mroźnej nocy ja po prostu odpadam. Jestem zmarzluchem. 😄
A przy takich pracach łatwo też przesadzić. Człowiek się rozgrzeje, spoci, później wychodzi na chłód i bardzo łatwo o przeziębienie.
Dlatego naprawdę nie ma sensu rzucać się od razu na głęboką wodę.
Jeżeli macie dużo jesiennych prac ogrodowych, róbcie codziennie po trochu.
Nie wszystko jednego dnia.
Nie musimy przecież w jeden weekend posprzątać całego ogrodu, wykopać wszystkich roślin, posadzić wszystkich cebul, przekopać warzywnika i jeszcze zrobić miliona innych rzeczy.
Mamy pracę.
Mamy dzieci.
Mamy dom.
Mamy swoje obowiązki.
I właśnie dlatego potrzebna jest równowaga.
Ogród potrafi przerosnąć człowieka, szczególnie kiedy robi się wszystko samemu. Czasami patrzę na swoje rabaty i myślę: „O matko, ile tego jest!”
Ale później robię jedną rzecz.
Potem drugą.
Potem kolejną.
I nagle okazuje się, że jednak dałam radę.
Nawet ja, ze swoimi problemami z kręgosłupem, jestem w stanie ogarnąć naprawdę sporo rzeczy, które czasami muszę zrobić sama.
I jestem z tego ogromnie dumna.
Dlatego jeśli dzisiaj patrzycie na swój ogród i myślicie, że czeka Was ogrom pracy, to spokojnie.
Małymi krokami.
Jedna rabata.
Jedna taczka.
Kilka cebul.
Garść chwastów.
Kilka spadających śliwek.
I kolejnego dnia znowu trochę.
Bo ogród nie ucieknie.
A my naprawdę nie musimy się przy nim zamęczyć.
A teraz… wracamy do lasu
Bo właśnie tam zaczęłam dzisiejszy wpis.
Jeżeli macie w pobliżu las, koniecznie wybierzcie się na spacer. Szczególnie teraz, kiedy jesień dopiero zaczyna pokazywać swoje najpiękniejsze oblicze.
Poranki są najlepsze.
Mgła, rosa, pajęczyny, przebarwiające się liście, owoce na krzewach i to światło, które jesienią jest zupełnie inne.
Tylko pamiętajcie o jednym.
W lesie jesteśmy gośćmi.
Po dwudziestu latach mieszkania tutaj nadal mam ogromny szacunek do dzikich zwierząt. Nigdy nie przydarzyła nam się żadna niebezpieczna sytuacja. Nigdy żadne zwierzę nas nie zaatakowało, nigdy też nie mieliśmy z nim żadnego wypadku.
Ale zawsze powtarzam, że trzeba zachować ostrożność.
Bo choć człowiek często boi się dzikich zwierząt, tak naprawdę to my jesteśmy dla nich największym zagrożeniem.
One nie wychodzą do lasu po to, żeby spotkać człowieka.
To my wchodzimy do ich świata.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię to miejsce. Tutaj natura wciąż ma swoje zasady. Możemy próbować ją oswoić, możemy sadzić, przesadzać, przycinać i planować, ale ostatecznie i tak nigdy z nią nie wygramy.
I bardzo dobrze.
Bo to właśnie w tej nieprzewidywalności jest jej największa siła i urok.
Dlatego dzisiaj, jak zawsze w poniedziałek, zapraszam Was na spacer po moim ogrodzie, po mojej małej włości ukrytej w głębi lasu.
Zajrzyjcie ze mną do ogrodu i zobaczcie, jak wygląda październikowy poranek, kiedy las spowija gęsta mgła.
Podobno taka mgła zwiastuje piękny dzień.
I rzeczywiście — zapowiada się ciepło, słonecznie i naprawdę pięknie.
Takiego właśnie dnia i całego wspaniałego tygodnia Wam życzę.
Spacerujcie, patrzcie uważnie i łapcie to nasze polskie babie lato, póki jeszcze trwa.
A przymrozki…
Niech przyjdą jak najpóźniej. 🍂🌿❤️
Do usłyszenia!

























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz