Dzień dobry w poniedziałek! ❤️
Dzisiaj zapraszam Was na spacer pośród traw, bo właśnie taki obiecałam Wam pod ostatnim wpisem. Miały być trawy, więc dzisiaj są trawy!
Przyznam, że liczyłam na to, że przez ostatni tydzień w ogrodzie jeszcze więcej się zmieni, kolejne rośliny zakwitną i pokażą swoje piękno. Niestety, przyszły przymrozki, deszcze i ochłodzenie, a ciepłych dni było jak na lekarstwo. Trawy coraz wyraźniej weszły więc w okres jesiennych przebarwień. I wiecie co? Wygląda to naprawdę spektakularnie!
Trawy to dla mnie prawdziwe królowe jesieni. Szczególnie w październiku potrafią pokazać, na co je stać.
A przecież kiedyś powiedziałam sobie, że nie będę ich sadzić. Naprawdę! 😅 Uznałam, że jest z nimi za dużo pracy. I nie chodzi nawet o samo przycinanie, choć kiedy kępy mocno się rozrosną, potrafi ono dać w kość. Prawdziwym wyzwaniem jest później zagospodarowanie tych wszystkich suchych liści i łodyg. Przy większej ilości traw rozdrabniarka do gałęzi potrafi być bardzo pomocna.
No i co? Jak zwykle wyszło inaczej, niż sobie zaplanowałam. Zamiast ograniczać trawy, z roku na rok mam ich coraz więcej!
Jesień w ogrodzie i trawy w roli głównej
Tymczasem mamy ostatni poniedziałek października, a za oknem pięknie świeci słońce. Zapowiada się naprawdę przyjemny dzień, przede wszystkim bez wiatru i deszczu. A po takim weekendzie jak ten to już naprawdę dużo!
Wiało, padało, było zimno, a z drzew posypała się ogromna ilość liści. Trawnik miejscami wygląda tak, jakby ktoś rozłożył na nim wielki, jesienny dywan. Coś czuję, że listopad upłynie nam pod znakiem grabienia. Grabki w dłoń i do dzieła! 🍂
Ale wróćmy do naszych dzisiejszych bohaterek.
Trawy są niezwykle różnorodne. Jedne lubią wilgoć, inne lepiej radzą sobie w suchszych warunkach. Są gatunki preferujące słońce, ale znajdziemy też takie, które dobrze rosną w półcieniu, a nawet w cieniu. Do tego dochodzą różnice w wysokości, szerokości, pokroju, kolorze liści i wyglądzie kwiatostanów.
Wybór jest naprawdę ogromny!
Mam zresztą wrażenie, że do mojej miłości do traw w dużej mierze przyczyniły się relacje z kolekcjonerskiego ogrodu pokazowego, który obserwuję zarówno na Facebooku, jak i na TikToku. Sympatyczny pan pokazuje tam swoje piękne, imponujących rozmiarów trawy. Kiedy oglądam takie okazy, od razu mam ochotę znaleźć dla nich miejsce u siebie.
I tak to się właśnie zaczęło. Człowiek patrzy, podziwia, zachwyca się, a później pojawia się myśl: A może ja też taką posadzę? 🙈
Co roku mówię sobie: dość, wystarczy, więcej traw nie kupuję! Ale później trafiam na jakąś ogrodniczą perełkę. Czasem jest to odmiana znana i uprawiana od wielu lat, ceniona za odporność, a czasem po prostu coś, co zachwyci mnie swoim wyglądem. I już wiem, że chciałabym mieć to również w swoim ogrodzie.
Takie właśnie są ogrodnicze zachcianki. Człowiek swoje wie, swoje planuje, a potem i tak robi po swojemu. 😉
Trawy potrzebują czasu
Już na wstępie muszę się przyznać, że podczas spaceru zapomniałam sfotografować jedną z traw – miskanta Milos.
Ładnie urósł i jestem ciekawa, jak będzie się prezentował w kolejnych sezonach. To jedna z wyższych odmian miskantów, ale na razie jest jeszcze młody i nie zakwitł. Spokojnie, damy mu czas. Zobaczymy, co pokaże w przyszłym roku!
Warto pamiętać, że wiele traw potrzebuje kilku sezonów, żeby dobrze się rozrosnąć i pokazać pełnię swoich możliwości. Dotyczy to szczególnie tych odmian, na których najbardziej zależy nam ze względu na okazałe kwiatostany.
Nie każda trawa zakwitnie w każdym roku. Czasem wpływają na to warunki pogodowe, długość sezonu czy stanowisko. Niektóre odmiany kwitną późno, inne w chłodniejszych warunkach mogą nie zdążyć pokazać swoich kwiatostanów. Są też trawy, które uprawiamy przede wszystkim dla ich liści i pokroju.
Jedne przypominają wyglądem niewielkie kępy ozdobnych traw, inne tworzą wysokie, potężne sylwetki. Niektóre mają tak charakterystyczny pokrój, że można je pomylić z zupełnie innymi roślinami.
Przykładem jest lasecznica trzcinowata, której wygląd może przywodzić na myśl niewielką kępę kukurydzy. A przecież to również trawa ozdobna!
I właśnie za tę różnorodność tak bardzo je lubię. Można stworzyć z nich zupełnie odmienne kompozycje, od delikatnych i lekkich po naprawdę imponujące, niemal architektoniczne.
Zanim posadzisz trawę, dobrze ją poznaj
Trawy zdecydowanie warto zaprosić do swojego ogrodu, ale zanim to zrobicie, polecam dokładnie poczytać o wybranym gatunku i odmianie.
Przede wszystkim sprawdźcie, jaką wysokość i szerokość może osiągnąć dorosła roślina. Nie sugerujcie się wyłącznie tym, jak wygląda sadzonka kupiona w doniczce. Mała kępka po kilku latach może zmienić się w prawdziwego olbrzyma!
A wtedy zamiast zachwytu pojawia się zdziwienie: Matko Boska, jakie to wielkie! Gdzie ja to teraz przesadzę? 😂
Odpowiednie stanowisko ma ogromne znaczenie. Trzeba uwzględnić wymagania dotyczące światła, wilgotności gleby i przestrzeni, jakiej roślina potrzebuje do prawidłowego wzrostu.
Warto też sprawdzić, czy dana trawa nie jest ekspansywna. Niektóre gatunki potrafią rozrastać się bardzo intensywnie i z czasem zdominować sąsiednie rośliny.
U mnie takim przykładem jest Lutarioriparius – bardzo wysoka, efektowna trawa, która potrafi osiągać imponujące rozmiary. Cieszę się, że rośnie w moim ogrodzie, ale nad jej docelowym miejscem będziemy jeszcze z mężem mocno myśleć podczas zimowych miesięcy. Bo piękno pięknem, ale trzeba też wiedzieć, gdzie je posadzić!
Przycinanie, wiązanie i zimowe dekoracje
Jeśli chodzi o pielęgnację traw, najwięcej obaw może budzić ich przycinanie. W praktyce, jeśli mamy ich więcej, wystarczy dobrze rozplanować sobie pracę i nie próbować zrobić wszystkiego jednego dnia.
Ja swoje trawy jesienią mocno związuję. Część kwiatostanów ścinam wcześniej i wykorzystuję do bukietów oraz dekoracji.
I powiem Wam, że naprawdę świetnie się do tego nadają! Mam zasuszone kwiatostany, które przechowuję już od kilku lat. Nic złego się z nimi nie dzieje, a nawet wianki z traw wciąż pięknie wyglądają i się nie sypią.
Związane kępy zostawiam na zimę w formie takich charakterystycznych snopków. Czasem wykorzystuję je również do świątecznych dekoracji – powstają z nich na przykład różne krasnale i inne ozdoby.
W ten sposób trawy cieszą oko nie tylko w ogrodzie, ale również w domu.
Przyznaję jednak, że mam jedną wadę: bywam niecierpliwa. Zdarza mi się przycinać trawy wcześniej, niż powinnam, bo po prostu nie lubię, kiedy suche liście latają po całym ogrodzie.
Jedną z pierwszych traw, które ścinam, jest u mnie miskant Meidl. Nawet jeśli wcześniej go zwiążę, zimowe wiatry i deszcze potrafią narobić bałaganu. Suche źdźbła i liście rozlatują się na wszystkie strony, a później trzeba to wszystko sprzątać.
Dlatego zamiast czekać, aż wiatr zrobi swoje, wolę czasem wcześniej zabrać się do pracy. Przy dużej liczbie traw rozkładam przycinanie na kilka etapów. Dzięki temu nie muszę spędzać całego dnia na jednej ogrodowej czynności.
Czy trawy potrzebują nawożenia i dużo wody?
Większość traw ozdobnych nie ma szczególnie wysokich wymagań nawozowych. Najważniejsze jest odpowiednie stanowisko, dobrze dobrana odmiana i właściwe warunki uprawy.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie trawy traktujemy tak samo. Różne gatunki mają różne potrzeby, dlatego przed posadzeniem warto sprawdzić ich wymagania dotyczące gleby i wilgotności.
Rozplenice japońskie, szczególnie w okresie ukorzeniania i podczas suszy, potrzebują odpowiedniej ilości wody. Warto również dobrze przemyśleć ich stanowisko, zanim się rozrosną, ponieważ starsze, rozbudowane kępy mogą być trudne do wykopania i przesadzenia.
Podobnie jest z dużymi miskantami. Kiedy rosną przez kilka lat w jednym miejscu, ich system korzeniowy potrafi być naprawdę solidnie rozbudowany. Wykopanie takiej rośliny nie zawsze jest łatwe, zwłaszcza jeśli chcemy zrobić to bez większych uszkodzeń.
Dlatego planowanie miejsca dla traw naprawdę się opłaca. Oszczędza nam później sporo pracy i niepotrzebnych nerwów.
Czy trawy zamierają od środka?
Spotkałam się z opinią, że trawy po kilku latach zaczynają zamierać od środka. Z mojego doświadczenia wynika, że nie jest to regułą.
U mnie kępy co roku normalnie odbijają i nie obserwuję takiego problemu w każdej z posiadanych traw. Oczywiście wiele zależy od gatunku, odmiany, warunków uprawy i wieku rośliny, dlatego nie można wszystkich traw wrzucać do jednego worka.
Są jednak takie, które potrafią sprawić więcej kłopotów.
Przykładem jest stipa, czyli ostnica, często nazywana końskim ogonem. Jest bardziej wrażliwa na nadmiar wilgoci i zimowe warunki niż wiele popularnych miskantów. U mnie ostatniej zimy niestety wyginęła. Bardzo mi jej szkoda, bo to niezwykle delikatna i efektowna trawa.
W jej przypadku szczególnie ważne jest stanowisko, na którym woda nie będzie zalegała, a gleba pozostanie odpowiednio przepuszczalna.
Jak widzicie, nawet wśród traw znajdziemy prawdziwe twardzielki i takie, które potrzebują nieco więcej troski.
A ja? Ja nadal będę je sadzić, podziwiać i pewnie co jakiś czas powtarzać sobie, że to już ostatnia! 😅
Bo kiedy jesienią słońce oświetla ich przebarwione liście, a kwiatostany delikatnie poruszają się na wietrze, trudno przejść obok nich obojętnie.
I właśnie dlatego zapraszam Was dzisiaj na spacer pośród traw w moim ogrodzie. Zobaczcie, jak zmieniają się jesienią i jakie piękno potrafią pokazać, nawet kiedy sezon powoli dobiega końca.
Rozgośćcie się i chodźcie ze mną! 🌾🍂❤️
A jak ogród zmienił się przez ostatnie dni? 🍂
No dobrze, jesteśmy już po spacerze pośród traw, ale obiecałam Wam również pokazać, jak po kilku dniach zmienił się cały ogród.
Mam wrażenie, że teraz jesień trochę przyspieszyła. Pogoda płata nam figle – raz jest tak, raz inaczej, a ogród potrafi zmienić się nie do poznania dosłownie z dnia na dzień.
I wiecie, co jest ciekawe? U Was klony dopiero zaczynają się przebarwiać, winobluszcze nabierają jesiennych kolorów, a u nas wiele z tych roślin jest już zupełnie gołych. Klony straciły liście, winobluszcz również, a nawet połowa naszych mirabelek stoi już bezlistna.
Każdy ogród ma teraz swój własny rytm. Wiele zależy od pogody, przymrozków, wiatru, deszczu, ilości słońca, ale też od chłodnych, zimnych nocy. Dlatego jesień wcale nie wszędzie wygląda tak samo, nawet jeśli dzieli nas stosunkowo niewielka odległość.
U nas ogród powoli przygotowuje się do zimowego odpoczynku. Zmieniają się kolory, liści jest coraz mniej, a krajobraz z każdym dniem nabiera innego charakteru.
Zapraszam Was więc jeszcze na krótki spacer, tym razem w szerszych kadrach, żebyście mogli zobaczyć, jak obecnie wygląda nasz leśny ogród. 🌳🍁
A na koniec życzę Wam dużo ciepła i słonecznych dni, żebyście zdążyli ze wszystkimi pracami ogrodowymi zaplanowanymi na ten tydzień.
Przed nami również święta Wszystkich Świętych, dlatego życzę Wam przede wszystkim spokoju, chwili zadumy i bezpiecznych podróży – tych dalekich i tych całkiem bliskich.
Uważajcie na siebie, wracajcie cali i zdrowi do swoich domów i znajdźcie też chwilę na odpoczynek.
Dziękuję, że jesteście i zaglądacie do mojego ogrodu. ❤️
Do usłyszenia za tydzień! Agata 🍂




















































Jaki cudowny ogród!
OdpowiedzUsuń