poniedziałek, 5 lutego 2018

Taki weekend...

Witajcie...i już luty...ale ten czas leci.Weekend to nam poleciał ...a było to tak ...


przed weekendem.

m. zrobił wędzarnię daleko za stawem i zapeklowaliśmy kilka dni wcześniej szynki...
wędzarnia powstała ze starej beczki.



tak przygotowane szyneczki trafiły do wędzenia.



a ten zapach...

i zrobiłam obchód po ogrodzie ( z moim coraz większym brzuchem spacery się wydłużająąą) i na zdrowie.


to co się dzieje to koszmar...krety ryją na potęgę,mamy ich w tym roku kilka i kopce są wszędzie...
w każdym zakątku ,nawet w altanie.
 w sadzie to jak po wojnie
a w warzywniaku rządzą nornice...


do tego wszystkiego woda dookoła...


za to takie widoczki cieszą




złotlin
a szyneczki...cóż,nie od razu Rzym zbudowano...dla mnie dobre choć dla męża nie to...będzie się szkolił a dla ciężarnej zakaz peklowania,marynowania...taki ot przesąd.


niedziela rano ,to nas zaskoczyło :-)
pięknie,biało i nie widać kopców...biel,biel jest wszędzie.Był kulig i są bałwanki.
Zima mogłaby z nami zostać,tym bardziej że za tydzień rozpoczynamy ferie.Znając życie będą roztopy,woda,chlapa.Zamiast sanek napompujemy ponton.hihi








i tak jest do dziś,świeci słoneczko i ja świętuję leniuchując.
Przy okazji życzę moim imienniczkom w dniu naszych imienin wszystkiego najsłodszego.


szalejcie :-0 ja już zaczęłam ;-)

do usłyszenia.pa pa