Dzień dobry w poniedziałek!
Zapraszam na dzisiejszy spacer po naszym ogrodzie w głębi lasu. Przez ostatni tydzień zmieniło się tutaj naprawdę bardzo wiele. Ogród momentami przypomina jeden wielki, nieokiełznany busz. Za nami tydzień przeplatany deszczem, słońcem, silnym wiatrem i ulewami. Na szczęście obyło się bez gradu, wichur i innych pogodowych niespodzianek. Dziś ma być już nieco cieplej, choć prognozy nadal zapowiadają przelotne opady.
Ogromnie cieszę się z tych deszczy. Wiem, że wielu z Was marzy już o prawdziwym lecie, ale ja patrzę na to trochę inaczej. Moi teściowie od dwóch tygodni zmagają się z porządnymi upałami i wiem, że prędzej czy później one dotrą również do nas. Wtedy znów będziemy narzekać na suszę i brak wody. Tymczasem ziemia wciąż jest jej bardzo spragniona.
Przez cały ten deszczowy tydzień tylko raz sięgnęłam po konewkę. Tuż przed jedną z ulew musiałam podlać moją hortensję, bo jej liście, pąki i łodygi były wyraźnie zwiędnięte. To duży krzew posadzony w ubiegłym roku, więc być może korzenie nie zdążyły jeszcze sięgnąć głębiej. Zużyłam dwie lub trzy konewki wody i dopiero wtedy odzyskała wigor. To tylko pokazuje, jak bardzo przesuszona jest jeszcze ziemia.
Niestety suszę widać również po naszym stawie. Mimo regularnych opadów poziom wody nadal się obniża. Kilka lat temu zdarzyło się już, że staw niemal całkowicie wysechł. Został później pogłębiony, a mimo to znów obserwujemy ubytek wody. Owszem, na drogach pojawiły się kałuże, ale to nadal nie są takie deszcze, po których bardziej płynęło się drogą, niż nią jechało. Widać wyraźnie, że gleba nadal chłonie każdą kroplę.
Przydałoby się więc jeszcze trochę opadów, ale jednocześnie marzę już o kilku suchszych dniach, żeby móc ruszyć z porządkami. Niektóre rośliny wymagają przycięcia, inne podwiązania, a rabaty dokładnego obejścia. Chwasty po ostatnich deszczach rosną w zawrotnym tempie i miejscami są już większe od roślin ozdobnych. Chyba każdy ogrodnik zna ten moment, gdy jeden przeoczony chwast wyrasta później na prawdziwego giganta.
Na szczęście równie szybko rosną rośliny, które chcemy oglądać. Wszystko pięknie nabiera masy, kwitnie i rozwija się dosłownie z dnia na dzień. Trawy ozdobne wystrzeliły w górę, byliny zachwycają, a kilka roślin przygotowało dla mnie w tym roku szczególnie miłe niespodzianki.
Jedną z nich jest hortensja kosmata, zwana również omszoną. Bardzo martwiłam się, czy po zimie zdecyduje się zakwitnąć. Dziś już wiem, że moje obawy były niepotrzebne. Na pędach pojawiły się pąki i wszystko wskazuje na to, że będę mogła podziwiać jej kwiaty również w tym sezonie. Ogromnie mnie to cieszy, bo jest to jedna z tych roślin, które zawsze przyciągają wzrok i wzbudzają zainteresowanie odwiedzających ogród.
Powody do radości mam również dzięki katalpie, czyli surmii. To będzie jej pierwszy sezon kwitnienia po ośmiu latach uprawy. Na jednej z gałęzi pojawiło się kilka pąków kwiatowych. Może nie będzie to jeszcze spektakularny pokaz, ale dla mnie ma ogromne znaczenie. Pamiętam, jak kupowałam maleńką sadzonkę za około 10 złotych. Przez lata była przycinana i formowana, a nawet trzykrotnie przesadzana, zanim trafiła na swoje obecne miejsce przy tarasie.
Nie rozumiem opinii, że katalpy nie warto sadzić, bo późno rozpoczyna wegetację. Przecież wcześniej czy później i tak rozwija swoje ogromne liście i zachwyca wyglądem. Wystarczy odrobina cierpliwości. Dodatkowo została posadzona blisko tarasu nie tylko ze względów dekoracyjnych. Jej kwiaty pomagają odstraszać komary, a samo kwitnienie jest niezwykle efektowne. Nie bez powodu często porównuje się je do storczyków. Już nie mogę doczekać się pierwszych rozwiniętych kwiatów.
Drugim drzewem, które sprawiło nam w tym roku ogromną radość, jest pigwa. Rosła obok katalpy od mniej więcej tego samego czasu i również potrzebowała wielu lat, by pokazać pełnię swoich możliwości. W tym roku po raz pierwszy doczekaliśmy się większej ilości owoców.
Warto pamiętać, że pigwa i pigwowiec to dwie różne rośliny. Pigwowiec jest krzewem o czerwonych lub białych kwiatach i niewielkich owocach przypominających małe jabłuszka. Natomiast pigwa może rosnąć zarówno jako krzew, jak i drzewo. Nasza prowadzona jest właśnie w formie drzewa. Zwykle jej kwiaty padały ofiarą wiosennych przymrozków, jednak tym razem natura okazała się łaskawa. Pigwa zakwitła nieco później i dzięki temu zawiązała owoce. Nie jest ich bardzo dużo, ale i tak ogromnie nas cieszą. Zapowiadają się pyszne soki, a może nawet domowa nalewka.
W tym roku podjęłam również decyzję dotyczącą dwóch hortensji ogrodowych rosnących w dużych pojemnikach. Mimo że donice są naprawdę spore, widzę wyraźnie, że zaczyna brakować im miejsca. Pojawiły się pąki kwiatowe i zapowiada się piękne kwitnienie, ale liście zaczynają miejscami żółknąć i rozjaśniać się. To znak, że roślinom zaczyna brakować składników pokarmowych, przede wszystkim żelaza.
Dlatego czeka je przeprowadzka do gruntu. Znalazłam dla nich miejsce przy tarasie, w zacisznym i mocno zacienionym zakątku, tam gdzie rośnie różanecznik. Myślę, że właśnie tam będą czuły się najlepiej. Zanim jednak to nastąpi, będę musiała przesadzić jednego z jaśminowców. Trochę mi go szkoda, bo choć rośnie bardzo wolno ze względu na cień, każdego roku zachwyca kwitnieniem. Ma przepiękne, pełne kwiaty i jest jednym z moich ulubionych egzemplarzy.
Czerwiec to dla mnie przede wszystkim czas szałwii, kocimiętek i róż. To właśnie teraz ogród zaczyna pokazywać swoje najpiękniejsze oblicze.
Już kiedyś wspominałam, że szałwie i kocimiętki lubię nawet bardziej niż lawendę. Lawenda nigdy nie czuła się u nas tak dobrze, jakbym chciała. W ubiegłym roku przesadziłam wszystkie swoje lawendy do dużych pojemników i niestety przetrwały tylko dwie sztuki.
Na ich miejsce wysadziłam szałwie wyhodowane z nasion. Dziś są już pięknymi, dorodnymi bylinami. Nie znam ich odmiany, ale zachwycają mnie każdego dnia. Mamy również szałwie lekarskie, które kwitną tylko raz w sezonie, jednak robią to w sposób naprawdę wyjątkowy. Do tego dochodzą kocimiętki, które przy regularnym przycinaniu będą zdobiły ogród aż do pierwszych mrozów.
Coraz śmielej rozpoczynają również swoje wielkie przedstawienie róże. Wbrew obiegowym opiniom nie są u mnie szczególnie wymagające. Otrzymują nawóz wiosną, nawóz jesienią i coroczne cięcie. To właściwie wszystko. Podlewam je tylko wtedy, gdy naprawdę widzę taką potrzebę.
Niektóre z nich rosną wręcz w bardzo trudnych warunkach, pod sumakami, a mimo to kwitną i mają się doskonale. Róża zasłużenie nazywana jest królową ogrodów, ale nie dlatego, że wymaga specjalnego traktowania. To jej kwiaty, zapach i niezwykła uroda sprawiają, że przyciąga wzrok każdego. Niektóre odmiany pachną wręcz obłędnie.
Szczególnie czekamy na kwitnienie róży Bobby James. To prawdziwy gigant naszego ogrodu. Roślina osiągnęła imponujące rozmiary i z roku na rok zachwyca coraz bardziej. Trudno uwierzyć, że kiedyś kosztowała zaledwie 4 złote. W każdej fazie rozwoju wygląda inaczej, co z pewnością zauważycie na zdjęciach.
Swój piękny czas mają również jaśminowce. W naszym ogrodzie rosną trzy różne egzemplarze. Każdy jest wyjątkowy. Jeden kwitnie klasycznymi, pojedynczymi kwiatami. Drugi zachwyca dzwonkowatymi kwiatami i cudownym, słodkim, waniliowym zapachem. Trzeci posiada pełne, podwójne kwiaty i wygląda niezwykle elegancko. Nie wszystkie odmiany pachną równie mocno, ale każda wnosi do ogrodu swój niepowtarzalny urok. Jaśminowce rosną również przy brzegach ogrodu i właśnie teraz tworzą przepiękne, jasne akcenty na tle soczystej zieleni.
Przy okazji róż przypomniało mi się jeszcze coś, czym chciałam się z Wami podzielić.
Przez całą zimę bardzo dużo oglądałam i czytałam o florystyce. Brałam udział w różnych warsztatach i pokazach dotyczących tworzenia bukietów. Od pierwszych dni wiosny ogromną radość sprawia mi układanie własnych, naturalnych bukietów z kwiatów z naszego ogrodu.
Nie kupuję kwiatów w kwiaciarniach ani nie zamawiam gotowych kompozycji. Wychodzę do ogrodu i zbieram to, co akurat kwitnie. Czasami dodaję kilka traw albo innych roślin znalezionych przy drogach i leśnych ścieżkach podczas spacerów. Nieraz sama jestem zaskoczona efektem końcowym. Patrzę później na taki bukiet i myślę sobie: „Jakie piękne cudo z tego wyszło!”. A przecież wystarczy naprawdę niewiele.
Takie bukiety dekorują później nasz stół, pachną w domu albo trafiają do bliskich jako drobny podarunek. Ostatnio zrobiłam również wyjątkowy bukiet dla samej siebie z okazji kolejnych urodzin.
Tak, kochani, jeszcze trójka z przodu. Ostatni rok z trójką z przodu. Nie ma co ukrywać. Urodziny spędziliśmy spokojnie, rodzinnie i bardzo przyjemnie. Nie udało się świętować w ogrodzie, ale za to na stole nie zabrakło smakołyków z warzywniaka.
I właśnie po to jest warzywnik – żeby korzystać z jego dobrodziejstw. Podjadamy już sałaty, szpinak, rukolę, jarmuż, szczypiorek i młody czosnek. Kwitnie groszek, rośnie bób, dojrzewają pierwsze truskawki. Nadal trwa również sezon na jagodę kamczacką. Powiem szczerze – zjadłam jej już tyle, że chwilowo mam dosyć.
Świętowaliśmy więc spokojnie kolejny rok życia i pomyślałam sobie, że poza zdrowiem, szczęściem i pomyślnością życzę sobie przede wszystkim jednego – żeby nigdy nie zgasła moja miłość do ogrodu i pasja do tworzenia tego miejsca.
Jestem ogromnie wdzięczna za to, co razem z mężem przez te wszystkie lata stworzyliśmy. I jestem wdzięczna za mojego męża, który na urodziny podarował mi kolejną różę na pniu. Ale uwaga – nie tylko ją kupił. On ją jeszcze sam posadził! Pomagał mu przy tym nasz synek, a cała akcja odbywała się pomiędzy kolejnymi deszczami.
Tym razem jest to róża pienna niemieckiej odmiany w żółtym kolorze. Co ciekawe, mąż doskonale wie, że żółte róże nie należą do moich ulubionych. To dopiero druga żółta róża w naszym ogrodzie. Zobaczymy, jak się sprawdzi. Może kiedyś podkładka wypuści własne pędy i okażą się jeszcze piękniejsze od odmiany szlachetnej. Tak było już kiedyś z jedną różą, którą od niego dostałam.
Nowa róża nie ma łatwego życia. Została posadzona pomiędzy trawami, niedaleko sumaków. U nas nawet róże muszą radzić sobie w dość spartańskich warunkach. Na szczęście przez lata udowodniły, że potrafią sobie poradzić niemal wszędzie.
A skoro już jesteśmy przy ogrodowych realiach, kilka słów o trawniku. Nasz trawnik przez lata był nawożony zaledwie kilka razy. Marzy mi się kiedyś porządna wertykulacja i aeracja, żeby poprawić jego kondycję. Widać już miejscami żółte place i przerzedzenia.
Z drugiej strony trudno nazwać go klasycznym trawnikiem. To raczej prawdziwa łąka. Gdyby przestać ją kosić, można byłoby znaleźć tam niemal wszystko – koniczynę białą, różową i czerwoną, stokrotki, lebiodkę, różne polne kwiaty i mnóstwo owadów.
Pojawiły się również mrówki, które po tygodniu deszczy bardzo szybko zaczęły budować coraz większe kopce. Trzeba będzie delikatnie ograniczyć ich działalność, zanim stworzą prawdziwe mrówcze osiedla
Na koniec jeszcze ciekawostka z ostatnich dni. Do naszej foliowej uprawy trafił turkuć podjadek. Słyszałam jego charakterystyczne odgłosy i początkowo zastanawiałam się, skąd dochodzą. Ostatecznie udało się go odnaleźć. Był to dorosły osobnik, który najwyraźniej utknął w środku i nie potrafił wydostać się na zewnątrz.
Zamiast go zniszczyć, złapaliśmy go do pudełka i wynieśliśmy daleko do lasu. I właśnie do tego chciałabym Was zachęcić. Nie zabijajmy zwierząt tylko dlatego, że pojawiły się w ogrodzie. Każde z nich pełni swoją rolę. Żaby pomagają ograniczać liczbę komarów, węże polują na gryzonie, koty pilnują nornic, a nawet krety mają swoje zadanie do wykonania.
Wiem, że nie wszyscy je lubią, ale krety są naszymi sprzymierzeńcami. Natura naprawdę potrafi sama zadbać o równowagę. I właśnie za to najbardziej kocham ogród. Nigdy nie jest idealny, nigdy nie jest skończony, ale każdego dnia przypomina mi, jak pięknie wszystko jest ze sobą połączone.
Zapraszam Was do obejrzenia zdjęć oraz zapraszam na nasz kanał na YouTube. Mam nadzieję, że ten czerwcowy obchód ogrodu sprawi Wam tyle przyjemności, ile mnie sprawia codzienne obserwowanie wszystkich tych zmian.
Dziękuję, że odwiedziliście dziś nasz ogród i poświęciliście chwilę na wspólny spacer.
Do zobaczenia przy kolejnym spacerze po naszym ogrodzie w głębi lasu! Agata 🙋🏽




































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz