🌿 20 kwietnia – wiosna, która idzie… bardzo powoli
Mamy już drugą połowę kwietnia, a wiosna w tym roku budzi się do życia wyjątkowo nieśmiało. Nie przypominam sobie, by w poprzednich latach wszystko działo się aż tak powoli. Przyczyna? Moim zdaniem przede wszystkim brak deszczu.
To dopiero drugi większy opad w naszym regionie tej wiosny — ten dzisiejszej nocy. A przecież woda to życie. Jej niedobór wyraźnie opóźnia kwitnienie niemal wszystkich roślin. Na szczęście noce są łagodne i prognozy nie straszą przymrozkami, przynajmniej do końca miesiąca.
W ogrodzie wszystko rozwija się powoli, wręcz symbolicznie — jak żółw na swojej wiosennej ścieżce. Drzewka owocowe rozkwitają stopniowo: od samych czubków, kwiat po kwiatku, schodząc w dół. To niezwykłe zjawisko obserwuję już od kilku dni.
Najwcześniej zakwitły jagody kamczackie — niezawodne i niezwykle ważne dla zapylaczy. Po nich przyszła kolej na mirabelkę, czereśnię, brzoskwinię i morelę. Teraz powoli rozkwita świdośliwa — nasza biała dama. Tawuły szare nieśmiało rozwijają swoje pąki, a jabłonie, magnolia , borówki, maliny i jeżyny… wciąż czekają na swój moment.
Czekam i ja — na ten spektakularny wybuch wiosny. Ale skoro natura postanowiła zwolnić, uczę się cieszyć tym, co daje każdego dnia.
Hiacynty i szafirki otwierają się powoli, tulipany dopiero zaczynają łapać kolor. Klony ozdobne jeszcze drzemią — choć tatarski ‘Ginnala’ już pokazuje pierwsze oznaki życia. A katalpa? Jak co roku — śpi najdłużej. I choć co sezon mam pokusę, by ją usunąć, wiem, że po prostu potrzebuje więcej czasu.
Może to nawet lepiej. To, co zakwitło wcześniej, wciąż jest narażone na majowe przymrozki — a pogoda, jak wiemy, potrafi zaskoczyć. Niedawne nocne spadki temperatury przypominały wręcz „zimnych ogrodników”. Kto wie — może w tym roku przyszli wcześniej?
Gdyby tak było, może wreszcie doczekamy się obfitych plonów. Bo ostatnie lata nie rozpieszczały: czereśnie skromne, pigwowiec prawie bez owoców, mirabelki słabo, a brzoskwinia… właściwie tylko dla kwiatów.
Za to warzywnik daje nadzieję. Sucha wiosna może sprzyjać bobowi, później groszkowi i marchwi — szczególnie jeśli ziemia dobrze się nagrzeje. Jak co roku, większość warzyw wysiewam już w marcu. Wierzę, że to dobry moment — nasiona hartują się w chłodzie i ruszają z pełną siłą, gdy tylko pojawią się deszcze.
Bo choć powierzchnia gleby bywa sucha, głębiej wciąż jest zapas wilgoci po zimie.
Na ten tydzień planuje popikować pomidory do większych doniczek. Również była pokusa zrezygnować z drugiego siania, ponieważ długo czekałam, aż cokolwiek wykiełkuje...po 20 dniach dopiero coś wyrosło , gdzie już faktycznie wysiałam kolejne pomidory...W tym roku naprawdę będzie pomidorowe love.
👇👇👇
Najbardziej jednak ogród potrzebuje teraz deszczu — naturalnego, życiodajnego. Lepsze niż jakiekolwiek sztuczne nawadnianie.
Nie mam systemów kropelkowych. Wiem, że są wygodne, ale nie są mi bliskie.
Tak samo ogród ma być przyjemnością, nie obowiązkiem ani kosztowną inwestycją. Wybieram rośliny, które radzą sobie same. Podlewam tylko te, które naprawdę tego potrzebują. A mam ich naprawdę mało.
Podobnie jest z nawożeniem — od lat stawiam wyłącznie na naturalne rozwiązania: kompost, obornik. Bez chemii, bez specjalistycznych mieszanek „do wszystkiego”. Rośliny nie potrzebują luksusu — potrzebują równowagi.
I może właśnie to jest najważniejsze — równowaga.
Na koniec zostawiam Was ze zdjęciami z dzisiejszego porannego spaceru po ogrodzie. Nocny deszcz zrobił swoje — powietrze jest świeże, pył opadł (co szczególnie docenią alergicy — u nas temat bardzo aktualny).
„Natura nie spieszy się, a jednak wszystko zostaje dokonane.” – Laozi
Życzę Wam przyjemności w ogrodzie. Róbcie to, co czujecie. Każdy ogród jest inny — tak jak każdy z nas.
Do usłyszenia przy kolejnym, mam nadzieję już bardziej kolorowym, spacerze 🌸 Agata 🙋🏽




















































































